3
KARYKATURA
Oczywiście istnieje dalszy ciąg
legendy. Słońce nie poprzestało na
zdradzeniu Arvylla. Kiedy ujrzało jego dzieci, Pięciu, przemierzających krainę,
prowadzących za sobą śmierć i gniew z powodu upadku swego ojca, słońce poczęło
ranić ich i gryźć swymi promieniami. Gdy tylko słoneczne promienie dotknęły
ich skóry, zaczynała ona skwierczeć i zwijać się niczym papier rzucony w ogień.
Uciekając przed nienawistnym światłem skryli się w jaskini. Z tego miejsca
postanowili rozpocząć budowanie swego królestwa, gdzie słońce nie
będzie mogło ich zaatakować. Zaczęli kopać.
Wedle legendy takie były początki Podziemi - gigantycznej
pajęczyny tuneli rozciągającej się pod całym kontynentem. Pięciu pazurami i magią tworzyło olbrzymie
korytarze: niektóre proste, inne pięknie zdobione, które wiły się i przeplatały
ze sobą niczym węże. Lata później, kiedy Pięciu odkryło, że mogą tworzyć własne rody i naprawdę stało się Wyższym
Klanem, Podziemia stały się domem dla wszystkich ich potomków.
Jeden z największych korytarzy był wykuty w kształt heksagonu
i znany jako Sześć Dróg. Był to olbrzymi tunel z sześcioma równymi,
gładko wypolerowanymi kamiennymi ścieżkami Każda z tych sześciu płaszczyzn, poza dolną, w
którymś momencie załamywała się łącząc się z innym korytarzem. Wszystkie wampiry, z wyjątkiem najniżej
urodzonych, żałosnych istot, potrafiły kroczyć po ścianach i sufitach z prawie
taką samą łatwością jak po ziemi. Z czasem dolna ścieżka przestała być
używana przez szanujących się członków klanów. Zaś by droga ta miała jakieś
zastosowanie, a ci o najrzadszej krwi,
którzy zmuszeni byli ją przemierzać, znali swe miejsce wyższe wampiry zaczęły
używać jej jako składowiska odpadów.
Znajomość historii wcale nie pomagała Antonowi, który z
całych sił próbował podążać Sześcioma Drogami, brodząc po kolana w ludzkich
resztkach, zakrwawionych szmatach, połamanej broni i Arvyll raczy wiedzieć
jakim jeszcze plugastwie. W pewnym
momencie wyciągnął swój rapier i zaczął nim odgarniać śmieci, lękając się by
broń się nie złamała w tak głupi i upokarzający sposób. Od kiedy skręcił w
Sześć Dróg zastanawiał się, czemu ojciec wybrał tę drogę na powierzchnię.
Mógłby być to jakiś okropny żart, gdyby nie chodziło o Lorda Cronnossa. Cóż,
może ojciec uznał, że Antonowi przyda się lekcja pokory? Uświadomienia sobie
własnej małości? Wszak wszyscy wielcy od czegoś zaczynają. Przez cierni do
gwiazd. To, albo jego wszechpotężny ojciec zapomniał, że jego szanowni wampirzy
potomkowie postanowili zasrać całą podłogę resztkami po posiłkach. Cóż,
pomyślał Anton, pan ojciec pamiętał przynajmniej by rozświetlić korytarz.
Powinien mu być chyba wdzięczny, jako że w całym szaleństwie pakowania nie wziął
ze sobą własnego źródła światła.
Pochodnie, ustawione wzdłuż
załamań łączących pojedyncze ścieżki, roztaczały żółte ciepłe swiatło które od
zawsze towarzyszyło Antonowi pod ziemią. Wampiry widzą w ciemnościach, więc to
specjalnie dla niego zawsze rozjaśniano komnaty i tunele, tak skrupulatnie i
szybko, że chłopak mógłby przysiąc, że całe Podziemiasą wyłożone pochodniami.
Dlatego też Anton z taką łatwością dostrzegł dysonans w tej
ciepłej pomarańczowej poświacie. Z jednego z zakrętów dochodziło inne światło.
Jaśniejsze i zimniejsze, czyste i ostre jak nóż. Chłopak zatrzymał się, wiedząc co się zbliża.
Zimna, biała jasność stawała się coraz intensywniejsza lecz
w pewnym momencie się zatrzymała. Anton zniecierpliwiony czekaniem zrobił kilka
kroków w stronę korytarza, nie mógł sam tam wejść jako, że odnogo unosiła się kilka
metrów ponad jego głową. Jednak kiedy się zbliżył usłyszał stukot kroków.
Uniósł głowę i zobaczyl jak z nachylonego pod kątem wyjścia z korytarza, w
niekończącym się potoku białego światła ktoś się wyłonił. Postępując kilka kroków postać wyszła z
jaśniejącego wyjścia, przeszła niespiesznie po ścianie i stanęła naprzeciwko
Antona.
Tak jak wszyscy członkowie rodu Aliestera, cóż, prawie
wszyscy, wyglądał perfekcyjnie. Jego twarz była idealnie symetryczną, piękną
twarzą anioła, bladą jak marmur, doskonale smutną i nieodgadniętą. Włosy,
podobnie białe jak skóra, lecz zawierające odległe echa jakiejś ciepłej barwy
były długie i związane luźno aksamitna wstążką. Ich końce tańczyły delikatnie
jakby były zanurzone w wodzie. Był
odziany zgodnie z modą Aliesterów, w aksamity i jedwabie. Jego frak uszyty z
najlepszych materiałów był w kolorze ciemnej zieleni.
No i pozostawały rzecz jasna jego oczy.
Mężczyzna skłonił się tak nisko jak wymagała tego etykieta.
-Paniczu Antonie, witam cię. Tak, pomyślał chłopak, wampirom
nie przejdzie przez gardło nazwanie go księciem póki jego serce jeszcze bije,
więc wynaleźli miły neutralny, niewiele znaczący tytuł. Niemniej Anton także
ukłonił się po dworsku.
-Także cię witam panie Syrielu, heroldzie lorda Aliestera,
czy mogę jakoś służyć ci pomocą?
-Dziękuję za troskę lecz sądzę, że obędę się bez twej pomocy młody paniczu. Głos wampira stał się zimniejszy. Chłopak zrozumiał, że
sugerując, że mógłby potrzebować w jakimkolwiek momencie pomocy ludzkiego
chłopca znieważył go.
Syriel wyprostował się i wejrzał się w chłopaka. Anton
wiedział, że musi przynajmniej spróbować wytrzymać jego spojrzenie.
Pozostawało to problemem, jako, że wyjątkowo długi o bolesny
proces zmiany w aliestera zaczyna się wytopieniem oczu które spływają po
policzkach niczym szkliste łzy, zaś kończy się gdy z pustych oczodołów
wystrzeliwują snopy jasnego rażącego światła.
Anton z wysiłkiem podniósł wzrok w stronę dwóch jaśniejacych
gwiazd w twarzy Syriela. Oczy go piekły jakby ktoś mu je zalewał roztopionym
złotem, lecz nie to było najgorsze. Anton czuł jak herold przeszywa go na wylot
swym świetlistym spojrzeniem, jakby ten mógł przeczytać w jego duszy o
wszystkich myślach i kłamstwach na jakie kiedykolwiek sobie pozwolił. Anton
czuł wstyd i obrzydzenie do siebie, był małym nic nie znaczącym dzieckiem w
obliczu czegoś tak pięknego i potężnego. Miał ochotę zwinąć się w kłębek,
zakryć się starymi szmatami i kośćmi i pokornie czekac aż sam zamieni się w
proch.
Lecz nie odwrócił wzroku. Wytężając całą wolę i siły dalej
spoglądał w oczy aliestera. Wreszcie wampir odwrócił lekko głowę skupiając
wzrok na czym innym, a Anton poczuł, że cały ten ból, cały wstyd i udręka nie
trwały dłużej niż jedno mrugnięcie okiem. Zaledwie sekundę.
Teraz mógł na moment przymknąć załzawione oczy. Wypełniało
go uczucie satysfakcji. Wiedział, że świetliste spojrzenie aliesterów jest
zdolne przewiercić się przez ludzką dusze i dostrzec wszystkie kłamstwa i
oszustwa jeśli mu ulec. A on miał zostać księciem całego rodu Cronnossa, nie
mógł sobie pozwolić by pierwszy lepszy aliester go tak upokorzył.
-Paniczu Antonie, czy coś nie tak? Proszę o wybaczenie jeśli
moja odpowiedź zabrzmiała nieuprzejmie. Anton szybko otworzył oczy i spojrzał
na Syriela, oczywiście unikając bezpośredniego patrzenia mu w oczy.
-Ależ skąd panie Syrielu, uległem tylko chwili typowo
ludzkiej słabości. Licze na to, że w niedługim czasie będę mógł się jej pozbyć.
-Rozumiem. Jeśli panicz pozwoli, mój ojciec, miłościwie
władający lord Aliester przechodził akurat niedaleko i usłyszawszy o twojej
wyprawie uprzejmie pyta czy nie zechciałbyś poświęcić mu kilku minut.
Uwadze Antona nie uszedł fakt, że przez twarz Syriela, jak
dotąd idealnie obojętną i niezmienną, przeszło coś co mogło być cieniem
grymasu.
Chłopak wiedział czemu.
Wyższy Klan, przez wieki pożywiając się życiami innych uległ
zmianom. Dokładna natura tych zmian nie została wyjasniona, lecz każde z Piątki
zmieniało się fizycznie, im bardziej oddalało się od swego człowieczeństwa i
śmiertelności. Obecnie członkowie Wyższego Klanu przypominali bardziej potwory
z sennych koszmarów niż cokolwiek innego. Pan Cronnos owijał swe ciało czarnymi
szatami, by ukryć swa potworność, lecz wystarczyło spojrzeć na dłonie by
wiedzieć.
Lecz, jak wyjasnił mu Cronnoss, zmiany ciała były niczym
wobec tego co działo się z ich umysłami . Każde z nich popadało w swój rodzaj
obłędu. Przestraszony Anton zapytał swgo pana ojca o to czy on także jest
obłąkany. Cronnoss odpowiedział mu wtedy „Synu, zarówno ja jak i wszyscy
których nazywa się wampirami są obłąkani. Żyjemy choć umarliśmy, żyjemy pod
ziemią miast na niej. Prawdą jest, że ty także jesteś obłąkany. Gdybyś nie był,
nie mógłbyś mieszkać tutaj z nami”. Antonowi bynajmniej nie zrobiło się lepiej
od tej odpowiedzi.
Nie zmieniało to jednak faktu, że szaleństwo samego Aliestera
było najbardziej namacalne, zwłaszcza dla jego własnych dzieci. Ród Aliestera
był najdumniejszym ze wszystkich rodów. Jego członkowie idealnie piekni, zdolni
do wyleczenia każdej rany, nawet takiej zadanej srebrem czy ogniem i potrafiący
przeświecać ludzką duszę byli pewni tego, że są najszacowniejszym rodem
Podziemi.
Rzecz jasna gdyby nie ich nestor.
Dlatego też idealna twarz Syriela wykrzywiła się mimowolnie
na samo wspomnienie ojca. Oh, jakąż katorgą musiało być osobiste służenie mu!
Anton poczuł ukłucie złośliwej satysfakcji.
-Oczywiście panie Syrielu, z najwyższą radością pomówię z twym ukochanym ojcem,
opiekunem i wzorem dla całego waszego rodu.
C.D.N.
C.D.N.
Herold lorda Aliestera niczym "złoty samorodek w kupie kompostu", jak pisał Sapkowski :p Dobry kontrast. A mały Anton błysnął współczynnikiem woli:D
OdpowiedzUsuń